Kategorie: Wszystkie | Eks | Kot | Lekarskie | Men | Pracownicze | Przeczytane
RSS
piątek, 04 marca 2011
Kryzys

Takiego kryzysu to chyba jeszcze z Menem nie mieliśmy. Oj za dużo sobie powiedzieliśmy, oj za dużo. Gdyby nie to, że dzieci zachorowały, już by mnie tu nie było, tylko spakowałabym nas i pojechała do rodziców. Te choroby to takie szczęście w nieszczęściu. Ale co tu zrobić, kiedy na moje zarzuty:
 - że się Men mało garnie do drugiego dziecka, że go trzeba gonić i przypominać, że to drugie dziecko istnieje;
 - że niestety trzeba sięteraz rozdwajać i robić wszystko trochę szybciej, a nie wszystko langsam langsam;
 - że mam wrażenie, że on nie szanuje mojej pracy w domu, że wg niego to ja mało co robię;

dowiedziałam się, że:
 - jestem pojebana
 - przegięłam
 - wkurzam go
 - on taki jest i się nie zmieni
 - a ja to tylko z dupą w fotelu siedzę i herbatę mi ciągle trzeba podawać
 - i co to jest ponosić 7 kg, on też trochę Człowieczka nosi i żeby to było 20 kg to by mnei rozumiał, ale to jest tylko 7 kg!
 - mam pomoc babci i niani i żebym nie przesadzała.

Awantura jakich mało. 7 kg CZłowieczka na moich rękach uratowało mnie od rękoczynów, tak mi adrenalina skoczyła.

Niby sobie wszystko już wyjaśniliśmy, niby się Men stara, niby wróciło wszystko do normy... Tylko w mojej głowie coś pękło i sama nie wiem, jak to nazwać. Straciłam zaufanie, straciłam wiarę i nie wiem, co myśleć. Mam wrażenie, że gdybyśmy się kłócili więcej, to jedna kłótnia nie robiłaby różnicy. A tu zero konfliktów i nagle bum! I teraz trudno mi przypomniec sobie jakieś miłe chwile, ciągle mam w głowie tylko ten okropny wieczór...
W dodatku nagle okazało się, że nie mam nawet o tym z kim pogadać, bo jak mi się coś wymsknęło żartem do mamy (błąd! błąd!!!), to skwitowała: "A nie sądzisz, że on ma trochę racji?" Taaaak, takich słów potrzebowałam, no nie? Tak więc rodzina odpada, z koleżankami spotkać się nie ma kiedy i jak.
Może to depresja, moze chwilowy dołek.
Kurde, tylko czemu jak jestem sama  i dzieci śpią, to mi się zbiera na płacz?
Myślałam, że mój mąż  to mój najlepszy przyjaciel i dupa blada, okazało się, że partner nie równa się przyjaciel.
A może to po prsotu brak słońca, może mi się to jeszcze jakoś w głowie poukłada...
Myślę o psychologu, bo wyć mi się niekiedy chce. Kiedyś po prostu bym była, a teraz siedzę z kamienną twarzą, albo udaję, że nic się nie dzieje. To ja?
 ;(
12:37, moonik1
Link Komentarze (2) »
sobota, 04 grudnia 2010
Co jeszcze, co jeszcze?
Gardło dalej daje mi się we znaki. To już miesiąc. Ostatnio pojawiła się nowość -  purpurowe plamki na podniebieniu. Przerażona poganałam do laryngologa.
Laryngolog: "To z czym Pani do mnie przychodzi?"
Ja: "Ból gardła. Od miesiąca. Byłam u 3 internistów, antybiotyk wybrałam, ostatnia diagnoza to była infekcja wirusowa. Nie biorę teraz żadnych leków. Dziś mi wylazły jakieś plamki na podniebieniu, to stwierdziłam, że to już czas na laryngologa."
Laryngolog: "Plamki? Może grzybica?"
Ja: "Nie wiem, Pan zobaczy i mi powie."
Laryngolog: "To zapraszam na fotel."
Ja (bo już się przyzwyczaiłam do pytań w stylu kiedy rodzę, a tu nic): "A, no i jestem w 39 tygodniu ciąży."
Laryngolog (nie wierzę, nie zauważył? Siedziałam naprzeciwko niego w dość obcisłym swetrze...): "Aaa, to dobrze, że Pani mówi! Oj, ale to chyba nie za dużo możemy zdziałać..."

Siadam na fotelu, pan mi zagląda do uszu, do nosa, w końcu do gardła.
Laryngolog: "Oooo, ale Pani to jest poprzeczna! Jakim cudem Pani w ogóle oddycha?"
Ja: "O mojej przegrodzie w nosie Pan mówi?"
Laryngolog: "Nooo."
Ja: "Już to kiedyś słyszałam od jednego laryngologa... Naprawdę jest taka krzywa?"
Laryngolog: "Oj jest."
Ja: "A te plamy?"
Laryngolog: "A to, to tylko naczynia popękały. Kiedyś się wchłonie. Ma Pani zniszczoną śluzówkę, bo ciągleoddycha Pani przez usta. Inaczej Pani nie może oddychać, bo z taką przegrodą to niemożliwe. Dopóki Pani nie zrobi zabiegu na przegrodę, to tak będzie."
Ja (szok! Mam cośrobić ze swoim nosem??): "Jak to??? Nieeee, ja nie chcę nic robić ze swoim nosem!"
Laryngolog: "To jak chce mieć Pani takie przewlekłe zapalenia, to niech Pani nic nie robi."
Ja (dobita): "Matko, ale mnie Pan przeraził. To poważny zabieg jest? Jak to wygląda?"
Laryngolog: "Ale to i tak nei teraz, teraz musi Pani urodzić."
Ja: "No ale to jest szpital, czy na wizycie sięto robi.."
Laryngolog: "Teraz nic i tak sięnie da zrobić, teraz musi Pani urodzić."
Ja (no dobra, poczytam sobie w necie, jak mi nic nie chce powiedzieć): "A coś na ten ból teraz?"
Lekarz: "Nic Pani nie może, bo jest Pani w ciąży. Siemię lniane może Pani pić, nic więcej. I dużo płynów przyjmować."
JA: "Taką kurację jużstosuję."
Laryngolog: "no to nic więcej Pani nie przepiszę. Ja to sięw ogóle dziwię, że Pani słyszy."
JA (hę?): "Jak to?"
Laryngolog: "No z takimi obrzękami, to naprawdę wyczyn. Ale to może się poprawi po porodzie, bo w ciąży to przecież wszystko kobietom obrzęka, nie?"
Ja (jakie obrzęki??): "Ale ja nie mam obrzęków..."
Laryngolog: "W nosie Pani ma, te obrzęki i ta przegroda, nos całkowicie zapchany."
JA: "Aaaa, w nosie? Naprawdę? Obrzęki mam?"
Laryngolog: "no i to porządne."
JA: "O jaaa. To by wyjaśniało, dlaczego mam czasem wrażenie zatkanego nosa, a kataru brak."
Laryngolog: "No widzi Pani, to jednak Pani to czuje."
(wypisuje coś)
Ja: "To wypisze mi Pan coś?"
Laryngolog: "nie, zalecenia Pani napiszę: siemię i dużo pić. I zapraszam na wizytę za parę miesięcy, najlepiej jak już Pani karmić przestanie. Z taką przegrodą to się będą takie akcje powtarzać. Aha, a przy porodzie radziłbym nie wrzeszczeć, bo po krzykach to gardło jeszcze bardziej się da Pani we znaki."
12:31, moonik1
Link Komentarze (2) »
Co jeszcze, co jeszcze?
Gardło dalej daje mi się we znaki. To już miesiąc. Ostatnio pojawiła się nowość -  purpurowe plamki na podniebieniu. Przerażona poganałam do laryngologa.
Laryngolog: "To z czym Pani do mnie przychodzi?"
Ja: "Ból gardła. Od miesiąca. Byłam u 3 internistów, antybiotyk wybrałam, ostatnia diagnoza to była infekcja wirusowa. Nie biorę teraz żadnych leków. Dziś mi wylazły jakieś plamki na podniebieniu, to stwierdziłam, że to już czas na laryngologa."
Laryngolog: "Plamki? Może grzybica?"
Ja: "Nie wiem, Pan zobaczy i mi powie."
Laryngolog: "To zapraszam na fotel."
Ja (bo już się przyzwyczaiłam do pytań w stylu kiedy rodzę, a tu nic): "A, no i jestem w 39 tygodniu ciąży."
Laryngolog (nie wierzę, nie zauważył? Siedziałam naprzeciwko niego w dość obcisłym swetrze...): "Aaa, to dobrze, że Pani mówi! Oj, ale to chyba nie za dużo możemy zdziałać..."

Siadam na fotelu, pan mi zagląda do uszu, do nosa, w końcu do gardła.
Laryngolog: "Oooo, ale Pani to jest poprzeczna! Jakim cudem Pani w ogóle oddycha?"
Ja: "O mojej przegrodzie w nosie Pan mówi?"
Laryngolog: "Nooo."
Ja: "Już to kiedyś słyszałam od jednego laryngologa... Naprawdę jest taka krzywa?"
Laryngolog: "Oj jest."
Ja: "A te plamy?"
Laryngolog: "A to, to tylko naczynia popękały. Kiedyś się wchłonie. Ma Pani zniszczoną śluzówkę, bo ciągleoddycha Pani przez usta. Inaczej Pani nie może oddychać, bo z taką przegrodą to niemożliwe. Dopóki Pani nie zrobi zabiegu na przegrodę, to tak będzie."
Ja (szok! Mam cośrobić ze swoim nosem??): "Jak to??? Nieeee, ja nie chcę nic robić ze swoim nosem!"
Laryngolog: "To jak chce mieć Pani takie przewlekłe zapalenia, to niech Pani nic nie robi."
Ja (dobita): "Matko, ale mnie Pan przeraził. To poważny zabieg jest? Jak to wygląda?"
Laryngolog: "Ale to i tak nei teraz, teraz musi Pani urodzić."
Ja: "No ale to jest szpital, czy na wizycie sięto robi.."
Laryngolog: "Teraz nic i tak sięnie da zrobić, teraz musi Pani urodzić."
Ja (no dobra, poczytam sobie w necie, jak mi nic nie chce powiedzieć): "A coś na ten ból teraz?"
Lekarz: "Nic Pani nie może, bo jest Pani w ciąży. Siemię lniane może Pani pić, nic więcej. I dużo płynów przyjmować."
JA: "Taką kurację jużstosuję."
Laryngolog: "no to nic więcej Pani nie przepiszę. Ja to sięw ogóle dziwię, że Pani słyszy."
JA (hę?): "Jak to?"
Laryngolog: "No z takimi obrzękami, to naprawdę wyczyn. Ale to może się poprawi po porodzie, bo w ciąży to przecież wszystko kobietom obrzęka, nie?"
Ja (jakie obrzęki??): "Ale ja nie mam obrzęków..."
Laryngolog: "W nosie Pani ma, te obrzęki i ta przegroda, nos całkowicie zapchany."
JA: "Aaaa, w nosie? Naprawdę? Obrzęki mam?"
Laryngolog: "no i to porządne."
JA: "O jaaa. To by wyjaśniało, dlaczego mam czasem wrażenie zatkanego nosa, a kataru brak."
Laryngolog: "No widzi Pani, to jednak Pani to czuje."
(wypisuje coś)
Ja: "To wypisze mi Pan coś?"
Laryngolog: "nie, zalecenia Pani napiszę: siemię i dużo pić. I zapraszam na wizytę za parę miesięcy, najlepiej jak już Pani karmić przestanie. Z taką przegrodą to się będą takie akcje powtarzać. Aha, a przy porodzie radziłbym nie wrzeszczeć, bo po krzykach to gardło jeszcze bardziej się da Pani we znaki."
12:29, moonik1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 listopada 2010
Internista na dyżurze

Od 2 tygodni walczę z gardłem. Dostałam antybiotyk z zaleceniem: brać przez 7-10 dni. Jako że po 6 dniach idealnie nadal nie było, a ból zafundował mi kolejną pobudkę w nocy, nie wytrzymałam i pojechałam nad ranem na dyżur internistyczny do Prywatnej Placówki. Mam tam abonament, chwalą się tymi dyżurami całodobowymi, to czemu by nie skorzystać?
Lekarz: "Z czym Pani przychodzi?"
Ja: "Ból gardła (opowiadam, że dostałam antybiotyk i nie jestem pewna, czy mam go dalej brać, czy nie. Może antybiotyk źle dobrany? Mówię o uczuleniu na penicylinę).
Lekarz: "A jaki antybiotyk Pani dostała?"
JA: "Zinnat."
Lekarz: "A w jakiej dawce?"
Ja (kurna, nie pamiętam!): "Yyy, dwa razy dziennie po tabletce, ale jaka ta tabletka... 250 mg? Nie wiem."
Lekarz: "250 mg? Tak mało? To jak dla noworodka. Raczej 500."
Ja: "Naprawdę nie pamiętam" (kurde, powinnam to pamiętać??)
Lekarz: "A na jaką penicylinę jest Pani uczulona? Na tę nowej generacji też?"
Ja (nie kumam. Są jakieś różne penicyliny?): "Szczerze mówiąc, nie wiem. Od dziecka miałam mówione, że jestem uczulona na penicylinę i mam od tym pamiętać. Tylko tyle wiem i nikt mnie wcześniej o cośtakiego nie pytał."
Lekarz: "Proszę pokazać gardło.
Nie widzę tu w ogóle infekcji bakteryjnej, wirusowe typowo zmiany."
Ja: "A te wykwity na tylnej ścianie gardła?"
Lekarz:" Jakie wykwity?"
Ja: "No takie grudki tam są."
Lekarz: "Proszę pokazać.
A to na tylnej ścianie? To są typowe przy infekcji wirusowej, układ limfatyczny tak się objawia, każdy tak ma."
Ja: "Ale one były, kiedy dostawałam antybiotyk i nic się nie zmniejszyły. Myślałam, że ze wzgledu na nie antybiotyk dostałam, pani doktor powiedziała, że na drugi dzień to bym już przyszła z anginą."
Lekarz (nie raczył skomentować, coś tam pisze.): "W którym Pani tygodniu ciąży jest?"
Ja: "37. A, przypomniało mi się: taki mam dziwny i bardzo irytujący objaw, że raz dziennie miewam bardzo zatkany nos. Ale nie mogę nic wydmuchać, tylko czuję, że jest zatkany i mi się źle oddycha. Trwa to jakieś pół godziny i potem w końcu przechodzi. Od czego to tak?"
Lekarz: "No to zacznijmy od początku. Jakie ma Pani objawy?"
Ja: "No ten ból gardła tylko..."
Lekarz: "No a katar?"
Ja: "Nie."
Lekarz: "Przed chwilą Pani mówiła, że ma Pani katar."
Ja (że co?? ale mówię z uśmiechem): "Nie, nie powiedziałam nic takiego."
Lekarz: "No powiedziała Pani, że ma Pani zatkany nos. Proszę się nie śmiać, bo od tego zależy, jakie leki Pani przepiszę."
JA: "Rozumiem, ale nie powiedziałam, że mam katar. MAm zatkany nos, ale tylko raz dziennie, zawsze o stałej porze. Ale kataru nie mam."
Lekarz: "A co Pani rozumie przez katar?"
Ja: "Jak mi leci z nosa i w ciągu dnia potrzebuję korzystać z chusteczek higienicznych?"
Lekarz: "Nie, nie musi być wydzieliny. Zatkany nos to także katar."
Ja: "Aha."
Lekarz: "To jakie jeszcze objawy?"
Ja: "No to ten katar i ból gardła. Ból nasila się w nocy, pewnie wtedy wysusza mi się gardło. W ciągu dnia jak coś piję, jem, to jest dużo lepiej."
Lekarz:"Jak Pani oddycha w nocy?"
Ja: "Nie wiem."
Lekarz: "Nosem czy z ustami?"
JA: "Raczej nosem..."
Lekarz:" No to jeszcze raz: nosem czy ustami?"
Ja: "No chyba nosem, bo nie zasnę oddychając ustami."
Lekarz: "PRzecież mówiła Pani, że się Pani gardło wysusza."
Ja (zaczynam tracić cierpliwość i miły ton): "No tak, ale zasypiam oddychając przez nos! Nie wiem, jak oddycham, kiedy śpię! Czy gardło nie może wysychać przy oddychaniu przez nos?"
Lekarz: "Czy ja rozmawiam z dorosłą osobą?"
Ja: "Słucham???"
Lekarz: "W ogóle nie można się z Panią porozumieć, jak mam Pani dobrać leki, jak Pani co chwilę mówi co innego."
Ja (wybuch. Megawybuch, bo kolo przegiął): "Czy Pan siebie w ogóle słyszy?? Pyta mnie Pan o to, co robię, kiedy śpię!!! Skąd ja to mam niby wiedzieć??? Mówię Panu wyraźnie, że zasypiam oddychając nosem, nie wiem, jak oddycham potem! Wiem tylko, że od prawie 2 tygodni boli mnie gardło, na które dostałam antybiotyk, który chyba nie pomógł! Chcę się tylko dowiedzieć, czy mam go dalej brać, czy nie! Czy to jest takie trudne???
Lekarz: "Koniec wizyty, proszę wyjść."
Ja: "Słucham???"
Lekarz: "Do widzenia."
JA: "No nie, trochę empatii mógłby Pan wykazać, a Pan mi każe wyjść??"
Lekarz:" Do widzenia, koniec wizyty."
Ja (wrrrrrrr)
Wyszłam. Chciałam złożyć skargę. Urocza Pani z recepcji jakoś mnie opanowała, doradziłą konsultację u drugiego lekarza. Drugi lekarz potraktować mnie IDEALNIE, nie dziwię się, bo dostał informację, że histeryczkę do niego kierują.
Najgorsze jest to, że wszystkie te nerwy na nic, gardło jak bolało, tak boli.



wtorek, 08 czerwca 2010
Niania

Od marca mam do pomocy nianię. Przychodzi studentka i mi pomaga przy dziecku. Zaplanowałam to sobie już wcześniej, bo wiedziałam, że druga ciąża + awarie kręgosłupa + małe dziecko to duże wyzwanie. Men się zgodził, znalazłam fajną dziewczynę i jest git. Kręgosłup dokucza znacznie mniej, najgorszy okres ciąży chyba już za mną, Ludzik nianię lubi - no raj. Najpierw przychodziła na 3 h dziennie, teraz na 5,5 h, finansowo dajemy radę.
Gdzie tkwi haczyk?
Ha!
Rodzina Mena o niani nie wie. Nie wie i ma się nie dowiedzieć! Myślałam, że chodzi o rodzinę dalszą i tu się zgadzałam, żeby się nie chwalić, bo jeden wujek jest taki, że potrafi do właściwego urzędu donieść i kontrolę nasłać, albo życie człowiekowi ogólnie uprzykrzyć. Taki dziadyga okropny.
Ale żeby przed rodzicami Mena się ukrywać?
Men twierdzi, że rodzice tego nie zrozumieją. Chodzi chyba o moje dobro, żebym nie wyszła na leniwą pannicę, co to jedno dziecko ma i od razu pomocy do niego potrzebuje. Mam być umęczona zajmowaniem się domem, dzieckiem, ciążą, narzekać i harować jak wół - wtedy będę dobra synowa.
Żesz ku....a mać.
Wkurzyłam się.
Eehhh...
22:36, moonik1
Link Komentarze (1) »
wtorek, 11 maja 2010
Wosk

Od 3 tygodni nie mogę kupić sobie wosku do depilacji. Najpierw kupiłam jakiś hipermarketowy - beznadziejny, nic się nei dało nim zrobić. W nastęnym tygodniu Men pojechał do sklepu i zapomniał mi kupić.  Potem byłam chora i znowu się zapomniało. W końcu zbyt bliskie zbliżenie się ewolucyjnie do gorylicy zmobilizowało mnie i poszłam na spacerze z młodym do sklepu i wreszcie kupiłam sobie plastry.
Wieczorem Men wraca do domu i z triumfem podaje mi wosk do nóg:
Men: "Byłem w sklepie i Ci specjalnie kupiłem."
Ja: "Ooo, a ja też sobie dzisiaj kupiłam."
Men: "Kupiłem, żebyś nie tylko była piękna, ale żebyś też mogła poczuć się piękna przed innymi."
Ja: "Jaaaaaa, ale pięknie wybrnąłeś... Ale musiałam się zapuścić..."
11:54, moonik1
Link Komentarze (1) »
piątek, 02 kwietnia 2010
Męska podzielność uwagi

Men ospały, ja pełna energii.
Ja: "Misiu, powiedz coś, porozmawiajmy."
Men: "Ale o czym."
Ja: "O czymkolwiek."
Men: "Ojej... Ale ja bąki puszczam."
Ja: "Jaaaaa, czy Twoja uwaga jest aż tak niepodzielna?"
10:42, moonik1
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 marca 2010
Tylko kobieta tak potrafi
Ja (z zapałem): "Misiu, chcesz herbaty?"
Men: "No, napiłbym się."
Ja (jakoś senna się zrobiłam, całkowita dętka): "Ooooj, ale mnie zmuliło... Nie chce mi się ruszyć... To zrób sobie tej herbaty, dobrze?
Men: "No."
Ja: "To jeszcze mi byś zrobił, bo mi się pić chce..."
15:16, moonik1
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 lutego 2010
Dzień mężczyzny

Jako że Men wykorzystał dodatkowy tydzień urlopu ojcowskiego i posiedział ze mną i maluchem w domu, pomyślałam, że przydałby mu się dzień wychodnego. Z propozycji Men skorzystał, zamierzał pojechać sobie do jakieś mediamarktu czy saturna pooglądać zabaweczki i gadżety. Wrócił z wypchaną torbą.
Ja: "Ooo, coś sobie tatuś kupiłeś?"
Men: "Aaaa, kupiłem. Ale Tobie."
Ja (mmmm, jak miło): "Tak? A co?"
Men: "Aaaa, garnki kupiłem, narzekałaś ostatnio, że masz za mało i trzeba by kupić..."
Ja: "Żesz kurde, wysłać faceta na męskie zakupy, a ten z garami do domu wraca."
00:14, moonik1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 stycznia 2010
O klejnotach

Ja: "Men, trzeba zrobić porządek z naszymi klejnotami rodowymi. Dużo tego nie ma, moje dwa złote łańcuszki i obrączki plus jakieś srebrne drobnostki, ale pęta się to wszędzie, gdzie nie powinno. W końcu się zgubi."
Men: "No już o tym myślałem. Trzeba to trzymać w najmniejszym pokoju."
Ja: " Ok, ale w czym? Jakiś mały sejf? Kasetka? Szkatułka? Jakaś elegancka skrzyneczka?"
Men: "Eeee.... myślałem o pudełku po butach?"
13:42, moonik1
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 86